Mei-Tai Lenny Lamb, czyli dobre złego początki

 

Dziś kolejna reaktywacja archiwalnego wpisu z bloga Kupki i Zupki. Tym razem Mei-Tai Lenny Lamb, w kolorze Spring z bambusem.

PANEL

Panel jest miękki i stosunkowo cienki, co wypływa bezpośrednio z właściwości chusty z jakiej została wykonana. Testowałam rozmiar toodler, czyli ten większy, rekomendowany przez producenta dla dzieci od ok. 10 miesięcy do 20 kg. W momencie robienia tych zdjęć i pisania pierwotnego teksu, mój Syn miał 8 miesięcy i ważył około 11,5 kg, co patrząc na siatki centylowe odpowiada średniej wielkości roczniakowi. Panel był co prawda trochę przyduży na wysokość, ale za to był idealny na szerokość (40 cm. versus 35 cm. rozmiaru mini). Mogę więc śmiało powiedzieć że przy takich gabarytach dziecka, nosidło to jest dobre. Zresztą w tym miejscu warto podkreślić, że to jest zdecydowana zaleta nosideł typu Mei-Tai: możemy regulować wysokość panelu- skracać go, gdy jest za wysoki lub gdy chcemy wypuścić rączki dziecka, owijamy go po prostu wokół pasa biodrowego przed założeniem i tym sposobem dostosowujemy ten wymiar do swoich potrzeb.

Po bokach panelu, naszyte są szlufki, sugerujące, co zresztą potwierdza instrukcja, że tamtędy należy przeprowadzić poły / pasy. Nie jest to jednak dobre rozwiązanie. W przypadku wiązania Mei-Tai na plecach, pasy można przełożyć przez szlufki, jednak od razu powinno się przeprowadzić je pod pupę, a nie prosto po kości ogonowej. Jednak noszą z przodu, pasy powinny przejść od razu pod nóżkami dziecka pod pupę, a nie nad nożką i dopiero pod drugą nóżką jak jest na moich zdjęciach. Niestety jest to bardzo częsty błąd, który i ja wtedy powieliłam, wynikający głównie z niewiedzy (jak u mnie) i sugerowania się instrukcjami producentów właśnie (znowu jak u mnie). Prowadzenie pasów nad nóżkami przykleja miednicę dziecka do noszącego, co niweluje jej podwinięcie i wymusza wyprost.

Na górze panelu, znajduje się coś na kształt wyprofilowanej stójki, mające zapewne za zadanie asekurowanie głowy dziecka. Mnie osobiście to mocno drażniło. Miałam wrażenie że aktywnemu Juniorowi zasłaniało Świat, a śpiącego wystarczająco zabezpieczył by kapturek.

PASY

Pasy naramienne i pas biodrowy są średnio wypełnione. Przy ponad 11 kg nadal odczuwałam komfort z noszenia. Niestety Mei-Tai, nie tylko ten, ale i każdy inny, nie jest zbyt praktyczny do zakładania poza domem. A właściwie równie nie praktyczny / równie praktyczny jak długa chusta tkana, tzn. jeśli ktoś umie się zamotać, tak aby całego syfu z ziemi przy okazji nie zamieść połami chusty, to Mei-Taia też nie nie ubrudzi, jak nie umie, to niestety sorry bardzo, z MT nie pójdzie mu wcale lepiej. Oczywiście samo wiązanie MT jest prostsze niż wiązanie chusty, a jednocześnie zawiązane MT jest bardziej przy ciele. Jest chustoprzylegające bardziej niż nosidło ergo, więc to wybór środka.

KAPTUREK

Kapturek jest przyszyty na stałe. Jest wygodny w użytkowaniu nawet mając dziecko na plecach, za sprawą doszytych długich troczków.

PODSUMOWUJĄC

Mei-Tai który testowałam, był super milutki i mięciutki, na co z pewnością miało wpływ wcześniejsze intensywne użytkowanie go, choć z mojego doświadczenia wynika, większość skośno – krzyżowych chust LL jest już bardzo miękka od nowości, a chusty z domieszką bambusa w ogóle nie wymagają specjalnego łamania. No ale własnie … bawełna z bambusem. O chustach z domieszką wiskozy bambusowej mówi się że są idealne dla noworodków, ale już nie dla starszych i cięższych dzieci i chyba w przypadku mietków wykonanych z takiej chusty, to się również potwierdza. Niestety mimo solidnego dociągnięcia, nosidło mi się po około 20 minutach spaceru, zaczęło ślizgać, luzować, zjeżdżać i sprężynować. Jak Junior usnął, to już w ogóle zrobiła się karamba i szybko go musiałam wyciągać.

 Kolory nosidła są fajne, energetyczne i uniwersalne, pasują i mamie i tacie i córce i synkowi, choć ja już chyba wyrosłam  z pasiaków i również na nosidle czy MT, kupując wolałabym inny wzór.

Co mnie zdziwiło, to fakt, że spodziewałam się że po złożeniu MT będzie zajmował sporo mniej miejsca niż nosidło ergonomiczne i będę w stanie je upchnąć tam gdzie Tula mi nie weszła, czyli do małej torebki, albo dużej nerki i zabrać je ze sobą wszędzie. Tymczasem zajmuje praktycznie tyle samo miejsca, jest tylko mniej sztywne i trochę bardziej upycho-plastyczne.

Podsumowując Lenny Lamb Mei-Tai to przyjemne w dotyku i dość cienkie nosidło chustowe, które można traktować zarówno jako alternatywę nosidła ergonomicznego, jak i dla dzieci siadających – chusty. Zakłada się je dłużej niż nosidło ergonomiczne, jednak szybciej niż mota chustę, dając przy tym namiastkę takiego idealnego dopasowania i zespolenia z dzieckiem, jakie daje chusta. Nie jestem natomiast przekonana czy nadaje się na dłuższe spacery i wędrówki, przynajmniej nie w takie formie: bawełna skośno-krzyżowa z domieszką wiskozy bambusowej, w wersji toodler.

To był pierwszy Mei-Tai z jakim w ogóle miałam styczność i w pierwszym odruchu wydawało mi się że się w nim zakochałam, jednak bardzo szybko okazało się że tak na prawdę pokochałam Mei Tai jako takie. Jako typ. Jako kolejną alternatywę dla długiej chusty tkanej, kółkowej i nosidła ergonomicznego, ale ten konkretny MT jednak okazał się nie być dla nas.

Kliknij, aby zobaczyć pełne zdjęcia.

 

 

Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInPrint this pageEmail this to someone

Leave A Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *