Chusta kółkowa i ja

Historia mojego związku z chustą kółkową, jest długa i burzliwa. Aby oszczędzić wszystkim wywlekania brudów naszego nieudanego pożycia, napiszę tylko że schodziliśmy się i rozstawaliśmy kilka razy.

Dosłownie. Chustę kółkową kupiłam , sprzedałam, kupiłam, sprzedałam, kupiłam, sprzedałam. Aż w końcu jedną wygrałam i choć też zamierzałam ją zwyczajnie sprzedać, rzuciłam ją w kąt i zapomniałam o niej. Wyciągnęłam ją z tego kąta, gdy mój Syn miał mniej więcej 8 miesięcy i nagle coś się zmieniło.

Od tamtej pory, aż do dziś, chsty kółkowe kocham i mam ich zawsze u siebie kilka. Raczej z dolnej półki, czyli stosunkowo niedrogie, przy przyzwoitej jakości. Moim zdaniem specjalnie ładne nie są. Ot zwykłe pasiaki.

Długich chust prywatnych mam kilka i są naprawdę wspaniałe. Takie Piękne przez duże P. i wcale, przynajmniej jak dla mnie, nie najtańsze. Traktuję je jako ozdobę. Trochę jak inwestycję. Mają cieszyć moje oko. Cały stosik jest mocno przemyślany. Różne kolory, gramatury, długości, domieszki. Cóż jedni kochają torebki od Gucciego i buty od Louboutina. Ja kocham chusty. Nie tylko nosić. Mieć.

Do chust kółkowych mam zupełnie inny stosunek. Są narzędziem.  Traktuję je instrumentalnie i zadaniowo. Gdybym powiedziała że o nie nie dbam, nie byłaby to do końca prawda, po prostu nie przejmuję się nimi tak jak długimi chustami. Nie sprawdzam po pięć razy ustawień pralki i żelazka, zanim się do nich dotknę. Nie oglądam po każdym użyciu, czy nie ma jakiś zaciągnięć. Nie stają mi łzy w oczach jak przydarzy nam się w niej jakaś oddolna lub odgórna awaria. Jedna mieszka na stałe w koszu wózka, jedna w samochodzie, jedna leży w mojej torbie, inna jest zawsze w domu. Motam je na parkingu, szoruję nimi o chodnik i o brudny samochód. Rzucam je i na nie, różne rzeczy, jak leci. Jedyny warunek, muszą być zawsze pod ręką. Zawsze tam gdzie liczy się czas.  Zamotać chustę kółkową jest dwa razy szybciej niż rozkładać wózek i 5 razy szybciej, niż przekonać 1,5 roczniaka żeby poszedł tam gdzie ja chcę. Zresztą w niektóre miejsca z wózkiem nawet nie da się wjechać (W tym miejscu serdeczne pozdrowienia dla mojego urzędu miasta… ), a w innych jest zbyt niebezpiecznie, żeby biegać na swoich nóżkach. Jest też wygodniej niż tachać dziecko na rękach, czy wcześniej w foteliku samochodowym.

Gdybyśmy razem z chustą kółkową wybrali się do jakiegoś marriage counsellor, znaczy na taką terapię żeby odkryć czemu nam kiedyś nie wyszło, myślę że okazało by się że zawiniło moje podejście. Miałam za duże oczekiwania wobec niej. Chciałam żeby była idealna. Motałam w nią Juniora dobre 30 minut, zanim byłam zadowolona z dociągnięcia. Byłam cała mokra i wkurzona, a po 15 minutach noszenia bolał mnie kręgosłup i odpadało ramię, bo chusta kółkowa obciąża noszącego asymetrycznie i zastanawiałam się po co to wszystko.

Teraz skończyłam kurs na Doradcę ClauWi, chusta kółkowa wydaje mi się banalna, ale pamiętam ten moment kiedy mimo trudności ja polubiłam. Kiedy nauczyłam się wrzucać Juniora w kółkową w minutę, szybko dociągnąć i biec załatwiać sprawy. Pamiętam, kiedy zdałam sobie sprawę że  choć nie jest idealnie, bo się wiercił, bo za luźno wyszło na górze, bo mi kółko za nisko wyszło, albo że mi się materiał trochę na plechach zmarszczył, zamiast w całości trafić pod pupę, jest dobrze. Może nie powinnam się przyznawać że tak nosiłam. Może Doradcy nie wypada? Ja czuję że jednak wypada. W sumie robiłam dokładnie to, co radzę każdemu Rodzzicowi. Ja przekazuję wiedzę i daję narzędzia, ale to rodzic podejmuje suwerenne, rodzicielskie decyzje, kierując się swoim własnym instynktem. Mój instynkt mi wtedy mówił, że krzywdy Dziecku tym nie robię. Po pierwsze dlatego, że był już mega sztywny, sam siadał i próbował wstawać. Po drugie, bo traktowałam kółkową,  trochę jak noszenie go na rękach, a przecież nosząc dzieckona biodrze, też nie asekuruje mu całych pleców idealnie, a i Dziecko potrafi nam się wygiąć w jakieś chińskie dzień dobry. Po trzecie dlatego, że wiedziałam, że będzie w tej chuście góra pół godziny, a najczęściej to 10-15 minut.  Wynieść śmieci. Dotrzeć z garażu do domu, obładowani zakupami. Podjechać samochodem pod pocztę, w chustę go, załatwić sprawę i z powrotem. Wszędzie tam, gdzie brakuje trzeciej ręki.

Chusta to narzędzie, a dla mnie chusta kółkowa, to narzędzie niezbędne.

 

Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestTweet about this on TwitterShare on LinkedInPrint this pageEmail this to someone

Leave A Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *